Są jeszcze skalary, glonojad i piskory. Ale to już zupełnie inna historia...
czwartek, 16 lutego 2012
Kto z kim i dlaczego...
czyli dramatis personae w kolejności pojawiania się na scenie:
Sokrates. Najstarszy syn swojej matki (ma co prawda starszą siostrę, ale ona mieszka w innym domu), jedynak. Introwertyczny, zasadniczy, ceniący spokój i gotów tego spokoju bronić do ostatniej krwi przeciwnika. "To taki większy kociak", tylko nie lubi, kiedy ktoś go głaszcze (lub przechodzi obok), gdy on tego nie chce. Całkowicie naturalne, prawda?
Horacy i Hipolit. Jako bliźnięta zjawili się prawie jednocześnie (trzy godziny różnicy). Młodsi o rok od Sokratka. Horacy (cały rudy) nieco nieśmiały w stosunku do gości, jednoznacznie śmiały w kontakcie z intruzem, obłędnie przytulny jeśli komuś zaufa. Hipolit to ciepłe ciasteczko - pogodny i przyjacielski jak syty kociak. Wspólnie adoptowali dziecko - Hipek został wujkiem karmiącym, Horacyś wujkiem do zabawy.
Muszka. Pojawiła się mając dwa i pół roku, kiedy chłopcy byli już dorośli. Do szaleństwa zakochana w swojej rodzinie. Lotna (w sensie skoczności), z ogonem skorelowanym z językiem. Ten drugi zresztą jest najprawdopodobniej teleskopowy, inaczej trudno wytłumaczyć jego zasięg. Lizanie to, po witaniu się, jej ulubiona aktywność życiowa. Opiekuńcza i niezwykle pogodna. Adoptowała chomika, świnkę morską i dwa kocięta. Jedyne, co jej warzy humor, to huk.
Tespis. Dziecko krzaków. Ją (tak, tak, ale po co kotu przypisywać rolę społeczną? to imię do niego pasuje) i jej siostrę znalazłam niedaleko domu. Nie wróciła po nie ich mama, zabrałam je więc z mgły do ciepła. Po adaptacji nastąpiła adopcja przez szczęśliwego psa. Niestety, jedno kocię żyło tylko miesiąc. Po utracie siostry Tusiek poszedł do Hipolita, powiedział "wujku, zostaniesz moją mamą" i przyssał się. I tak już zostało.
Kot. Kilka lat występował jako kot halowy. Jego były pan (to dziwne sformułowanie w stosunku do kota, ale tu trafne) dużo starania włożył w zaprzyjaźnienie się z nim, zanim kot zechciał dać się oswoić. Po wyprowadzce pana z hali ewakuowałam Kota do domu i tak kot halowy został pisklęciem wróciwszy do kraju dzieciństwa. Adaptacja przebiega dość dobrze, tylko trudno mu zaakceptować fakt, że przestał być jedynym kotem w wiosce. Z psem dogaduje się dobrze, tzn nie ma oporów przed przyjacielskim deptaniem go, żeby zająć należne miejsce przy kominku.
Są jeszcze skalary, glonojad i piskory. Ale to już zupełnie inna historia...
Są jeszcze skalary, glonojad i piskory. Ale to już zupełnie inna historia...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz